Jak powszechnie wiadomo różne bywają zwyczaje. Na przykład ktoś nie do końca genialny wymyślił, że w poważnych firmach panie mogą sobie latem latać w spódnicach, białych koszulinach tak cienkich, że widać staniki. Czasem nawet w przewiewnych sukieneczkach. Panowie natomiast noszą, jak zwykle, długie grube galoty. Do tego skarpety, zamknięte buty, krawat. Dziwne. Skoro mężczyźni są tacy wygodni, to dlaczego nie przychodzą do biura chociażby w krótkich spodenkach? I kto im wymyślił te fikuśne krawaty? Kobiety? Tak czy owak wiem, że niektórzy biurowi mężczyźni zazdroszczą swoim koleżankom.
Jednak po pracy to już zupełnie inna bajka. Wszak istnieje w naszej kulturze taki zwyczaj, że kobiety muszą zasłaniać swoje piersi. Natomiast niektórzy panowie, zwłaszcza ci bardziej napakowani, chodzą sobie po mieście zupełnie nadzy od pasa w górę. Oczywiście wiem, że to trochę nieestetyczne, ale co tam. Przy trzydziesty stopniach Celsjusza, kiedy topi się asfalt i wbijają się weń obcasy, kiedy koszula jest już całkiem przepocona, to chyba nie zaszkodzi trochę opalić tors. Widziałem, że nawet panowie z brzuszkami się nie krępują. No więc ja też pokazałem trochę bladego ciała. Wyglądało to mniej więcej tak:
"
Jeśli nie widać zdjęcia, należy kliknąć jego ramkę prawym przyciskiem myszy i wybrać opcję "Pokaż obraz".
Ha! Niektóre kobiety pewnie czuły pot na karku i patrzyły na mnie z zazdrością. Wy tak nie możecie. Ha! Pewnie feministki w końcu przekonają społeczeństwo, że piersi kobiety to wcale nie jest element erotyczny, tylko po prostu zwykły, nic nie znaczący, kawałek ciała. I wtedy kobiety także latem będą chodziły topless, a feministki odniosą kolejne zwycięstwo w walce o ”równość” płci.
Radek, bliżej znany jako Amelia Gattar, uważa, że to obciach. Że tak chodzą panowie gdzieś na prowincjach albo robotnicy budowlani. Ach ta kultura. Jak dla mnie nie ma w tym nic nadzwyczajnego.
Już pewnie wiecie o czym chcę pisać. Tak, tak. Chodzi o ten artykuł na Pardonie:
"Ponieważ jeden z teletubisiów paraduje z torebką, rzecznik praw dziecka, Ewa Sowińska, uznała, że bajka to propaganda homoseksualna. Identyczne oskarżenia pojawiły się osiem lat temu w USA. A film jak pokazywali, tak pokazują!
Tinky Winky to gej! Brzmi jak nieszkodliwe majaczenia? Rzecznik Sowińska jest innego zdania. Tak oto w wywiadzie dla "Wprost" opowiada, jak to usłyszała, że w "Teletubisiach" jest propaganda homoseksualna i co zamierza z tym fantem uczynić:
"Słyszałam o tym problemie. Sprawa jest niezwykle delikatna, bo ta bajka jest wyjątkowo przez dzieci lubiana. Mnie się zdarzyło kiedyś obejrzeć jeden z odcinków i muszę przyznać, że te postaci wydały mi się bardzo sympatyczne. Jest jednak prawdopodobnie problem jednej z postaci.
Zauważyłam, że Tinky Winky ma damską torebkę, ale nie skojarzyłam, że jest chłopcem. W pierwszej chwili pomyślałam, że ta torebka musi temu teletubisiowi przeszkadzać. Taki balast niepotrzebny. Później się dowiedziałam, że w tym może być jakiś ukryty homoseksualny podtekst."
Wniosek? Trzeba to koniecznie sprawdzić, a następnie zlikwidować - nieważne, czy propagandę, "Teletubisie" czy telewizję w ogóle! Na początek pani Sowińska zamierza zwrócić się do psychologów, by bajkę obejrzeli i ocenili, czy aby na pewno może być ona pokazywana w telewizji publicznej.
Cyrk na kółkach? Pewnie! Ale jak się okazuje, Sowińska nie wymyśliła tego sama. Jak doniósł mi bloger o ksywce danz (dzięki serdeczne!), sprawę dość dogłębnie przerabiali już Amerykanie.
Działo się to osiem-dziewięć lat temu. Najpierw sprawę orientacji seksualnej fioletowego teletubisia uparcie drążyły wszelkie możliwe media, a następnie głównym oskarżycielem został Jerry Falwell, niedawno zmarły skrajnie konserwatywny pastor i teleewangelista.
Pastor Falwell nie miał niestety za sobą całej machiny państwowej, więc ograniczył się do pokrzykiwania na maleńkie teletubisie, ale i tak rozpętała się całkiem spora afera. Biednego Tinky`ego Winky`ego rozłożono na czynniki pierwsze i wyszło, że nie tylko paraduje (a jakże!) z damską torebką, ale też jest koloru fioletowego (gejowskiego!) i ma antenkę w kształcie trójkąta (symbol gejów!).
Co się okazało? Że Tinky Winky nosi najzwyklejszą w świecie magiczną torebkę. Tak przynajmniej się tłumaczył rzecznik firmy dystrybutorskiej "Teletubisiów", tak też powtarzali właściciele stacji telewizyjnych pokazujących bajkę. Ostatecznie teletubisiów nie aresztowano, a Tinky Winky swą torebkę jak nosił tak nosi.
Pani Ewie Sowińskiej pozostaje życzyć powodzenia w krucjacie, a gdyby chciała zapoznać się z polem bitwy i dowiedzieć się, jak uniknąć błędów przeciwników - dysponuję paroma przydatnymi linkami. Kontakt do redakcji "Pardonu" jest tutaj.
Z przyjemnością przysłużymy się krajowi, nawet jeśli kraj nasz potrafi co najwyżej powielać pomysły innych. Zwłaszcza w tak słusznej sprawie, jak walka o to, by wszystkie kolejne pokolenia były normalne i moralne, a chłopcy damskich torebek unikali jak ognia. No chyba że noszą je za swoimi damami.
Marta Wawrzyn"
Link tutaj.
Oczywiście uważam, że walka z Teletubisiami to istna głupota. Ktoś tu upadł na głowę. O dziwno, w tej kwestii większość internautów uważa tak jak ja. Poza tym damska torebka a homoseksualizm to dwie różne sprawy! Tak samo jak różowy kolor a homoseksualizm. Nie każdy, kto nosi różową koszulę jest gejem albo lesbijką.
Ja jeszcze dodam, że w ogóle walka z homoseksualizmem to strata czasu, bo skoro taki "niemoralny" widok jak kobieta w spodniach przyjął się tak dobrze. I skoro dzieci na co dzień narażone są na tak "niemoralne" widoki, to znaczy, że inne style bycia mogą się przyjmować i być akceptowane. Dlaczego ludzie ciągle powtarzają tą samą historię? Zupełny bezsens. Giertych nie tym powinien się zajmować. W ogóle Giertych nie jest żadnym specjalistą w dziedzinie seksuologii.
Kiedy przeglądam fotki i filmiki rafalali (http://rafalala.bloog.pl) uświadamiam sobie, że wielu ludzi ma swoje miejsce na świecie. Stanowi część jakiejś większej bądź mniejszej grupy. Rodziny, mniejszości seksualnej, subkultury, szkolnych znajomych, przyjaciół, czy też grupy osób o podobnych poglądach bądź spędzających czas w podobny sposób. Różnorodność grup jest tak wielka, że nie sposób sobie tego wyobrazić. Może istnieją nawet kluby wampirów albo sekta miłośników pleśniowego serka. Ja nigdzie nie należę. Tzn. należę. Między innymi do Polaków. Ale takie należenie wcale nie jest przeze mnie dostrzegane. Tzn. jest, lecz nie tak jak to bywa w grupach, gdzie powstają jakieś szczególne więzi emocjonalne. Takim feministkom przyświeca wspólny cel i one coś tam sobie razem robią, coś tam działają i trzymają się w kupie. Wiem, że jestem typem samotnika, outsidera, ale czasem wyobrażam sobie jak by to było. Należeć do takiej grupy ludzi. Pewnie musi być fajnie. Inaczej nikt by się nie jednoczył. Pewnie musi być ciekawie. W ten sposób można się rozwijać i miło spędzać czas. To musi być coś superowego.
Z innej beczki. Ostatnio na blogu feministek rozgorzała dyskusja pomiędzy mną a pewną kobietą (http://stopfanatykom.blox.pl/ komentarze do wpisu ”Fotorelacja Agnieszki Graff z Parady Równości”). Jedną z tych co to uznają, że w Polsce nie ma dyskryminacji mężczyzn. Napisałem jej, że dziś chodziło za mną dwóch mężczyzn i robili mi zdjęcia z komórki. Odpisała, że jestem zapewne chory psychicznie, że mam schizofrenię. I powinienem iść do lekarza.
Dziś na ”patelni” pod Metrem Centrum miała miejsce zabawa zorganizowana przez KPH. Środowiska homoseksualne tak wcinają się w życie publiczne, że nie sposób ich nie zauważyć. Są wszędzie. W telewizji, w radiu, w sieci, na ulicy, oklejają miasto plakatami. WSZĘDZIE O NICH GŁOŚNO! A tylko pięć procent ludzi jest homoseksualistami. Dziwne.
Na zakończenie zdjęcie, które pożyczyłem sobie z bloga rafalali:
No niestesty, niestety... Usunąłem już fotkę z rozbebeszonym fotkiem. Nie jest moja, a poza tym robiło mi się smutno na taki widok. Z rafalali musi być niezły twardziel, żeby takie zdjęcia trzymać na bloogu. Heh. Muszę spojrzeć prawdzie w oczy, że jestem miętki, a nie twardy.
Mam nadzieję, że nie będzie miał nic przeciwko temu. Moja wrażliwość chyba ciągle jest na wysokim poziomie, aczkolwiek ta fotka przypomina mi o zabawnej historyjce ze zdechłym kotem w roli głównej. No i o tym, żeby wybrać się do kina na ”Wzgórza mają oczy 2”.
Mijałem razy kilka pewne panie - sprzedawczynie uliczne. Raz jedna rzekła do drugiej, że spódnicę założyłem. I śmiech. Innym razem jedna z tych pań spytała mnie:
Dziś pani bez spódnicy?
Pomimo, iż gołym okiem było widać, że bez oraz że nie jestem kobietą. Wszak mógłbym wyglądać jak rafalala – pierwszy polski transwestyta piszący wiersze – ale po co? I tak nie czułbym się, poprzez taki wygląd, bardziej kobieco, gdyż sądzę, że kobiecość w rozumieniu społecznym to nie to samo co własne poczucie kobiecości. Nawet Pani Szczuka może czuć się pełnowartościową kobietą. Nie mieszajmy w to spodni.
Z kobiecością dzieją się niepokojące rzeczy. Mianowicie zanika. Uważana jest za coś gorszego niż męskość. Wszak kobiety przywdziały spodnie i zagarnęły męskie cechy charakteru, aby stanowić konkurencję dla mężczyzn na rynku pracy. Tym samym potwierdziły tezę, że to męski świat.
Jak ktoś urodził się kobietą no to już trudno. Ale i tak nic straconego, bo taką ”ułomność” przewidziano, gdy zaczęto produkować spodnie dla kobiet. Podobnie jak podjazdy dla inwalidów. A w wojsku podobno dla kobiet zaniżono kryteria. Moim zdaniem specjalnie dla kobiet powinno się produkować lżejsze karabiny. Najlepiej różowe. Z puderniczką. Dzięki obecności kobiet w wojsku feministki są dowartościowane, mimo że nigdy nie słyszałem, aby jakaś kobieta walczyła w Iraku. Nigdy też nie widziałem, aby na patrol policyjny posłano dwie kobiety. Zawsze jest albo mężczyzna z kobietą, albo mężczyzna z mężczyzną.
Być może kobiety są wciąż za bardzo kobiece. Niech bardziej pakują na siłowni, niech piją więcej piw, niech częściej oglądają mecze bokserskie. Wtedy pogadamy o podwyżce.
Wszystko co napisałem to bzdura. A zarazem polska (i nie tylko polska) rzeczywistość. Bo dla mnie kobiecość nie jest żadną ułomnością. Mężczyzna wrażliwy albo taki noszący kiecki wcale się nie poniża.
Tak czy siak, gdy spotkałem panie sprzedawczynie po raz trzeci, mogłem się w końcu zrewanżować. Powiedziała:
Dzień dobry, proszę pani.
A ja na to głośno niskim głosem:
Dzień dobry, proszę pana.
Hahaha... I co? Zatkało kakao – jak to zwykł mawiać Ferdynand Kiepski. Jednak należy się spodziewać, że za czwartym razem pani sprzedawczyni może mieć przygotowaną jakąś soczystą wypowiedź. Chociaż, z drugiej strony, co taka pani mogłaby wymyślić? Pewnie znów powie ”dzień dobry, proszę pani”. Chociaż, z trzeciej strony, nie dajmy się zwieść pozorom. Ludzie potrafią zaskakiwać. Nie wiadomo co tam im się tli w głowach. Raz, na ten przykład, jeden pan myślał, że mi buty ukradli, bo chodziłem w szpilkach. Chyba już o tym pisałem. Trochę to dziwne myślenie, bo te szpilki wcale do bardzo tanich nie należały. Dałem za nie ponad dwieście złociszy.
Dziś ulicami Warszawy przeszedł Marsz dla Życia i Rodziny. Oczywiście nie zabrakło mnie i mojego wiernego aparatu. Zrobiłem tylko sześć fotek, w tym dwie niezbyt ostre, ale wystarczy, bo marsz raczej nie był zbyt duży. Z tego co przeczytałem, pod koniec trasy doszło jeszcze wiele osób (rodziny z dziećmi do pamiątkowego zdjęcia). Lecz w sam marszu szło nie więcej niż tysiąc ludzi. Była orkiestra, był jeden wóz, na którym tańczyły dziewczyny, a reszta szła pieszo z transparentami ”Stop dewiacjom”, ”Człowiek tak! Homoseksualizm nie!”, ”Małżeństwo tylko między kobietą a mężczyzną”, ”Stop aborcji”, ”Kobiety dla kobiet” (”Prawo do małżeństw prawem kobiet”), ”Chłopak i dziewczyna to prawdziwa rodzina” itp. Moje fotki można zobaczyć w galerii (link po prawej stronie).
Myślałem, że marsz przejdzie nowo odremontowaną ulicą. Jednak skręcił gdzieś. Na szczęście szybko dogoniłem kolumnę i poszedłem na jej przód, gdzie zatrzymałem się i patrzyłem. Robiłem także zdjęcia. W pewnym momencie podszedł do mnie policjant. Spytał:
Czy pan na marsz, czy nie?
Tylko robię zdjęcia – odpowiedziałem.
Kazał mi się odsunąć. Nie wiem dlaczego. Wszak nie miałem złych zamiarów. Ruszyłem w przeciwną stronę. Po drodze jakiś mężczyzna powiedział do mnie, że chyba trochę przesadziłem. Pewnie miał na myśli moją miniówę. No co? Ciepło było. Albo może chodziło mu o szpilki. Ale to, jak wiadomo, tylko taka awangarda. Jak minąłem chłopaka trzymającego transparent ”stop dewiacjom”, to usłyszałem:
Ja pierdolę.
I coś tak chyba jeszcze mówił, ale nie pamiętam. Nieważne. Może to nie do mnie. Może znów popadam w paranoję. W końcu to chrześcijanie. I nie mogli znać moich poglądów, bo nie miałem ze sobą żadnego transparentu ani nie nawoływałem do akceptacji homoseksualizmu. Nawet nie miałem ze sobą tęczowej flagi. Dlatego nie można było uznać mnie za kontrdemostrację. Mogłem nawet wejść w kolumnę i iść z nimi. Tyle że ja, oprócz tradycji, szanuję też gejów oraz lesbijki. No i uważam, że kupka kilku komórek macierzystych nie jest takim samym człowiekiem jak ja. Sądzę, iż taki twór posiada świadomość na poziomie pierwotniaka albo ameby. Nic nie czuje ani nie myśli, a usunięcie tego z łona matki to prosty zabieg. Aborcja nie powinna być dozwolona od momentu, gdy płód jako tako zaczyna przypominać człowieka. Widziałem filmik, na którym pokazano aborcję dojrzałego płodu. Wsadza się kobiecie specjalną rurę i włącza zasysanie. Płód zostaje rozerwany na kawałki.
Wracając do tego ”ja pierdolę”. Może po prostu tylko wydawało mi się, że nie byłem tam mile widziany. Bo przecież mądrzy ludzie prawicy nie oceniają nikogo po wyglądzie. Nawet gdyby wiedzieli, że na Paradzie Równości też byłem, to i tak nie znają moich poglądów. Ani nawet orientacji seksualnej. Mogli jedynie odczytać po moich ruchach, że brak mi pewności siebie.
Nad jedną sytuacją dumam do tej pory. Otóż gdy szedłem sobie chodnikiem w przeciwną stronę niż marsz, zobaczyłem, że zbliżam się do jakiegoś blondyna w ciemnych okularach ubranego w ciemne ubrania. Dokładnie mnie widział. Był w towarzystwie kilku mężczyzn. Wyglądał zupełnie jak... Pan Wierzejski. Gapiłem się na niego z pytaniem w głowie, czy to on, czy nie on. Był strasznie podobny do Wierzejskiego. Pokazano jak dziś wyglądał rano w TVN, ale nie oglądałem. Tym bardziej, że nie mam telewizora.
Jeszcze tylko zastanawiam się dlaczego katolicy bronią czegoś, co jest naturalne. Człowiek od wieków nie żyje zgodnie z naturą. A skoro chrześcijanie uważają, że człowiek jest istotą boską, że jest kimś innym niż zwierzęta, to powinni wręcz czcić jego nienaturalne aspekty zachowania się.
Mniej więcej o godzinie 13:00 usłyszałem jak nagle coś zadudniło. Zaczęły latać helikoptery i jakaś muzyka dobiegała z okolic Sejmu. Planowałem jednak przyjść o 14:00, kiedy parada miała zacząć swój przemarsz. Spokojnie mogłem się przyszykować, przebrać w wyjściowe ubrania i ruszyć wolnym krokiem. Nie ubrałem się jakoś specjalnie: czarna koszula bez rękawów, bojówki w moro, szpilki w moro. Czyli jak na co dzień.
W miarę zbliżania się pod Sejm, czułem coraz większe zesztywnienie. Rosła gęstość policji na metr kwadratowy, a nie lubię, gdy się na mnie patrzą. Może to trochę zabrzmi jak paranoja, ale wydaje mi się, że oni mówią o mnie między sobą różne rzeczy i przez to wiedzą gdzie i kiedy chodzę, jak się ubieram, co robię. I pewnie wiedzieli gdzie właśnie zamierzałem pójść. A skoro tyle razy już mnie legitymowali, to nawet wiedzą jak się nazywam, gdzie mieszkam, a nawet gdzie jestem zatrudniony. Tak, tak. To pewnie tylko moja paranoja.
Wracając do parady. Na pierwszym moich fotografiach znaleźli się oponenci. Była to grupa Młodzieży Wszechpolskiej, kilka czy kilkanaście osób z NOPu oraz sympatycy tychże ugrupowań:
Nie byłem świadkiem żadnej zadymy, ale podobno pięciu wszechpolaków zostało zatrzymanych. Ech... Mogłem zobaczyć jak sympatycy skrajnej prawicy blokują pochód na Placu Konstytucji, ale niestety skończyła mi się pamięć w aparacie i postanowiłem skoczyć na chwilę do domu.
Teoretycznie rzecz biorąc NOP i wszechpolacy zostali pod Sejmem. Ale i tak przez cały czas można było zobaczyć transparenty prawicy:
Poza tym widziałem jak w połowie drogi policja otoczyła kordonem grupkę młodych mężczyzn. Czyli tak naprawdę wszechpolacy towarzyszyli paradzie do końca. A niektórzy mężczyźni pokazywali dość wymowne gesty.
Co do samej parady... Moim zdaniem niezła. Było kolorowo. Ludzie tańczyli na ulicy i na balkonach. Sfotografowałem dwie dziewczyny w akcji:
Wyszły przez okno na dach tego czegoś i tańczyły. Najwyraźniej świetnie się bawiły. Szkoda, że ja tak nie umiem. Do końca zachowałem mą sztywność cielesno-psychiczną.
Muzyka nadawała się w sam raz. Przynajmniej według mnie. To nie było techno, lecz utwory naprawdę wesołe. Kurcze... Nie pamiętam tytułów ani wykonawców. A ci ludzie na platformach tacy uśmiechnięci i takie wygibasy robiący. Aż chciało się iść z nimi:
Kto był, pewnie wiecie z serwisów informacyjnych. Na pierwszej platformie machali do tłumu: Jonna Senyszyn, Ryszard Kalisz, Robert Biedroń, goście zza granicy i inni:
Pana Bierdonia niestety nie udało mi się uchwycić.
Bodajże trzecia albo czwarta platforma reklamowała partię Marka Borowskiego:
Rożni ludzie brali udział w paradzie. Na przykład... socjaliści:
Hę? Socjaliści? To chyba nie najlepszy ustrój. No, może jakieś tam plusy ma.
Otrzymałem takie czasopismo:
Na razie niewiele z tego przeczytałem. Ten fragment jest niezły:
”...wszyscy wiedzą, że piosenkarka Kora z Maanamu jest heteroseksualna, że polityk Donald Tusk jest heteroseksualny, że aktor Paweł Małaszyński jest heteroseksualny, że dziennikarka Monika Olejnik jest heteroseksualna. I tak dalej... Nie zauważa Pan tych podwójnych standardów? Jesteś hetero – obnoś się z tym, ile wlezie (Franciszek Starowiejski, Adam Hanuszkiewicz, Doda), jesteś homo – siedź cicho – bo to twoja intymna sprawa (X, Y, Z...). Heterycy mówią o swoim heteroseksualiźmie jakby mimochodem, nie używając nawet słowa ”heteroseksualizm”. Pan też może o swoim homoseksualiźmie opowiedzieć jako o czymś oczywistym.”
Domyślam się, że wielu ludzi homoseksualnych nie chce, żeby uważano, iż należą do ”zdrowej większości”. Pewnie nie lubią okłamywać najbliższych.
Podsumowując: Uważam, że parada fajnie wyszła. Dobrze przygotowana i zrealizowana zgodnie z planem. Taka parada może przyciągnąć tłumy. Może kształtować lewicowe poglądy, ale sądzę, że bardziej tu chodzi o dobrą zabawę.
P.S. Sporządziłem krótki filmik z tej imprezy: link
Hmm... Dowiedziałem się dziś z ”Teleexpresu”, że naukowcy opanowali energię termojądrową. To znaczy udało im się utrzymywać reakcję termojądrową w stanie stabilnym. Takie reakcje zachodzą we wnętrzach gwiazd. To chyba najpotężniejsze znane źródło energii. Ciekawe czy to prawda. Poszperałem trochę w necie i natrafiłem na taki artykuł: link. Oto on:
”Na wiosnę ruszy budowa najnowocześniejszego reaktora termojądrowego ITER. Zgromadzeni w Paryżu przedstawiciele ponad 30 państw podpisali ostateczną umowę w tej sprawie.
Na zaproszenie prezydenta Francji Jacques'a Chiraca do francuskiej stolicy zjechali przedstawiciele wszystkich rządów chcących finansować to jedno z najdroższych w historii przedsięwzięć naukowych. W Paryżu pojawili się też szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso oraz unijny komisarz ds. nauki Janez Potocnik. To właśnie państwa UE zobowiązały się do sfinansowania lwiej części kosztów budowy reaktora termojądrowego (50 proc.). Część dofinansowania ma dorzucić budżet unijny.
Budowa reaktora ITER ruszy już wiosną 2007 r. w malowniczej scenerii południowej Francji, w miejscowości Cadarache. Koszty na pewno będą gigantyczne - co najmniej 10 mld euro. Naukowcy przekonują jednak, że to finansowe ryzyko warto podjąć: ITER - jeśli dosłownie "wypali" - ma być pierwszym skonstruowanym przez człowieka urządzeniem do wytwarzania energii w ten sam sposób co w jądrach gwiazd. Czyli w drodze kontrolowanej fuzji termojądrowej.
Jeżeli eksperyment się powiedzie, ITER (i jego kolejne kopie) mogą okazać się w przyszłości - np. za 50 lat - podstawowym źródłem energii dla ludzkości. - Bo jeśli nic się nie zmieni, to za 200 lat zużyjemy wszystkie nasze zasoby energetyczne, gromadzone w ziemi przez miliony lat - przypomniał we wtorek Chirac. Decyzja o budowie ITER we Francji jest dużym sukcesem francuskiego rządu i osobiście Chiraca - oznacza bowiem stworzenie co najmniej trzech tysięcy miejsc pracy w regionie Marsylii, nie mówiąc już o rozbudowie naukowego miasteczka w Cadarache.”
Ciekawe czy jak kiedyś postawią taki reaktor w Polsce, to czy energia stanieje. Pewnie nie, znając polskich polityków.
Zatem co ostatnio u mnie? Burze. Znaczy takie w sensie dosłownym. Z piorunami, deszczem czy gradem i innymi efektami specjalnymi. Raz taka jedna burza dopadła mnie tuż przed domem. Lecz przedtem dopadł mnie kanar w tramwaju. Jak to się mogło stać? Miałem zamiar przejechać na gapę tylko jeden czy dwa przystanki, po czym bym sobie wysiadł. Lecz wydawało się, że jest bezpiecznie. Patrzyłem, czy ktoś kanaropodobny nie idzie w stronę tramwaju. Nie wiedziałem jednak, że oni już w tramwaju byli. Tylko być może w innym wagonie. Zaszli mnie od tyłu. Właściwie to, zaszedł mnie jeden, bo drugi już miał swoją ofiarę. A tak niewiele brakowało. Miałem wsiadać na następnym przystanku. Prawie się udało. Lecz ”prawie” robi różnicę. Tak czy siak zostałem schwytany. To już drugi raz odkąd mieszkam w Warszawie. Zwykle się udawało, a tym razem pech. Na domiar złego nie miałem przy sobie odpowiedniej ilości gotówki ani nawet dowodu osobistego. Musiałem pójść z kanarem na posterunek policji, aby potwierdzili dane, które miałem im podać. Kuurcze... Mały ten posterunek. Nie można się było za bardzo rozpychać łokciami. Mały i ponury. Nie to co 13-sty posterunek. Było dwoje funkcjonariuszy. Jedna ostra blondyna. Dajmy na to, że miała na imię Kasia i jakiś pan policjant. Powiedzmy, że Cezary.
Musiałem czekać w kolejce, gdyż nazbierało się klientów. Chyba wszyscy trafili tu za to samo – jazdę bez ważnego biletu. Ze trzech chłopaków i jedna dziewczyna. No i ja oczywiście. Wszyscy w spodniach. Kiedy wreszcie przyszła moja kolej, usiadłem sobie na krześle. Podałem policjantce moje dane, po czym kazała wpisać do telefonu komórkowego sekwencję: ”*#06#”. Nie wiem o co chodzi z tym kodem. Może tak potwierdzają właściciela telefonu?
Jeszcze zadawała mi różne pytania: ”Gdzie był kupiony telefon?”, ”Co ma pan w plecaku?” (miałem wyładowany plecak jedzeniem, bo wracałem z zakupów), ”Co pan robi w Warszawie?”. Zauważyłem, że policjanci lubią pytać. Już nie raz spisywali moje dane i pytali o podobne rzeczy. Raz nawet przeszukali mnie! Widocznie stołeczni policjanci to ludzie bardzo ciekawscy. Ale ochroniarze pod Dworcem Centralnym są gorsi. Wprawdzie nie zadają pytań, ale za to wyzywają i blokują przejście.
Wracając do funkcjonariuszki Kasi... Już byłem spisany, już miałem sobie iść, gdy rzuciła jeszcze pytanie:
- Wraca pan z jakiejś imprezy?
- Ze sklepu – odpowiedziałem.
- To dlaczego nosi pan takie buty?
Na te pytanie już nie odpowiedziałem. Zwyczajne miałem buty - białe klapki na szpilkach. Więc trochę czepialstwo. I pomyśleć, że już zaczynałem funkcjonariuszkę Kasię lubić. Szkoda, że nie była w mini, tylko w jakichś sztywniackich spodniach w kant. O właśnie. Mogłem zapytać, dlaczego nie założyła mini. Ech... Przecież dzięki temu bandyci łatwiej daliby się łapać.
Miałem już o Niej nie pisać, ale jeszcze tylko słówko. Chyba nie będzie miała mi za złe. Pewnie nawet nie odwiedzi mojego blooga.
Stałem się dla Niej zupełnie obojętny. Po prostu wyrzuciła mnie na śmietnik jak zdechłą rybkę. Raczej jestem zrozpaczony. W pracy też żadnych sukcesów nie odnoszę. Ani jako pisarz też nie. W ogóle nieciekawie to wszystko wygląda. Raczej jestem zrozpaczony, ale może nie jest źle. Trzeba tylko decydować co dalej. Może zaryzykować i wrócić do Koszalina i poprosić Ją, żeby się ze mną spotkała? Może da się ten związek odbudować? Reaktywować Jej uczucia. Z drugiej jednak strony czy rzeczywiście warto? Bo jeśli wrócę do Koszalina, to boję się, że będę miał znacznie mniejsze perspektywy i mniejsze szanse na życiowy sukces. A ona i tak może nie przekonać się do mnie. Wtedy to byłaby zupełna klęska. Chociaż z drugiej strony może mógłbym przynajmniej wrócić na uczelnię. A może nie potrzebna mi kobieta? Może wystarczy kupić sobie psa? Albo rybkę? Ech... Chyba sam w to nie wierzę.
Nie wiem, nie wiem. Tyle możliwości, całe życie przede mną, a ja tak bardzo nie wiem jak jeszcze nigdy przedtem. Co ze mną będzie? Co mam robić? Z jakiegoś romantycznego filmu dowiedziałem się, że należy robić to, co dyktuje serce. To się wsłucham.
Skończyłem robić kreskówkę. Tak wygląda:
Na www.wrzuta.pl odtwarza się z błędem. A na youtube jest ok. Na google też. Wykorzystałem jeden pomysł antyfaceta. Ten o posterunku obrony moralności. Ale chyba nie będzie miał mi za złe.
Przeważnie oglądam filmy sensacyjne i sf. Bo to takie interesujące, że kogoś zabili albo komuś skopali mordę. Rozrywka w sam raz dla prawdziwego mężczyzny. Produkcje takie jak "Matrix" czy "Desperado" nie są zwykłymi bijatykami. Mają w sobie to coś. Ten niepowtarzalny klimat.
Jednak jednym z moich ulubionych filmów jest... "Titanic". Nie rozumiem ludzi, którzy uważają, że to nuda, że nic się tam nie dzieje. Przecież tam dzieje się więcej niż w większości filmach. Obejrzałem "Titanica" tylko dwa razy. Zasmuca mnie ten film. Nie tylko ze względu na zakończenie. Przybija mnie także zadrość. Miłość jaka rozkwita między głównymi bohaterami jest taka nierealna, bajkowa.
Kiedy po razy n-ty oglądam tę scenę: link to łzy same mi ciekną. Bo gdzież Ona jest? Nie widziałem Jej półtora miesiąca.
I jeszcze ta piosenka:
Celine Dion - My heart will go on
Komornik Edward szykował się na wykroczenia na teren posesji Pana Strągala. Wypastował buty i poprawił krawat. Przekroczył furtkę pewnym krokiem. Przeszedłem ścieżkę ogrodową. Po chwili był już na ganku. Po trzykroć zapukał donośnie kołatką. Otworzył mu sam Pan Strągal. W gaciach. Podał mu kapelusz gościnny, który komornik założył na głowę i zdjął elegancko w geście powitania. Następnie powrócił kapelusz na wieszak.
- To może przejdźmy do formalności – zaproponował Edward.
Formalności załatwiało się w obszernym jasnym salonie przy kominku. Zazwyczaj panował w nim akuratny ład. Na kominku stały dyplomy, wyróżnienia, na szklanym stole przeważnie leżała świeża, soczysta porcja gazety, a dywan mienił się w słońcu seledynową barwą bez śladu okruszków czy innych śmieci. Dzisiaj było odstępstwo od tej reguły. Wszędzie walały się kończyny ciał ludzkich tudzież torsy albo głowy. Dodatkowo spora część salonu została suto zakropiona krwią (zarówno żylną jak i tętniczą). Krew spływała po ścianach, kapała z sufitu. Trzeba było ostrożnie chodzić, aby nie wdepnąć w jakąś kałużę krwi.
- Przepraszam za bałagan – powiedział Pan Strągal i szybko zrzucił z foteli niewygodne kończyny ludzkie.
- Proszę siadać – wskazał oczyszczony mebel.
Zanim komornik zdążył usadzić swój bagażnik na fotelu, Pan Strągal jeszcze wytarł chusteczką kropelki krwi. Położył Edward teczkę na stoliku. Otworzył. Wyjął dokumenty. Przeczytał.
- Pięćset złotych zadłużenia. To co zabieramy, rybciu? - zapytał spoglądając na zakłopotanego Pana Strągala znad okularów.
Na to Pan Strągal popadł w szloch.
- Och, proszę o wyrozumiałość – błagał na kolanach. - Dniami i nocami marzyłem o prawdziwej samotności. Już nawet zaczynałem wierzyć, że prawdziwa samotność zdarza się tylko w filmach. Aż tu nagle dzisiaj opętała mnie jakaś siła zbawienna. Chwyciłem za siekierę i zaciachałem całą rodzinę. Nareszcie czuję prawdziwą samotność. Jestem taki nieszczęśliwy, a Pan psuje mi wszystko. Czy nie może przyjść Pan jutro? Albo najlepiej za tydzień.
- Doskonale Pana rozumiem. Proszę mi wierzyć – komornicy też są ludźmi, zatem nic do ludzkie nie jest im obce. Lecz taką mam pracę, niestety. A muszę wykonywać swoje obowiązki sumiennie.
Wyjął z teczki worek na śmieci. Rozłożył.
- To co zabieramy?
- Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Widzi Pan tu coś cennego?
- Owszem.
Włożył do worka trzy ręce i jedną głowę.
- A to futrzaste, to co to jest?
- Pimpuś.
Ciało Pimpusia też włożył. Zabrał także lampę i jeden z dyplomów.
- Och, jaki Pan bezduszny – lamentował Pan Strągal.
- Życie jest brutalne, jak to mówią.
Kiedy chwycił Edward za siekierę, Pan Strągal wyraził stanowczy sprzeciw.
- To narzędzie zbrodni – wyjaśnił. - Potrzebuję jej, żeby móc ją ukryć.
- Zatem proszę ją schować do mojego wora.
- Nie, nie, nie. Ja już sobie miejsce pochówku siekiery upatrzyłem. Proszę mi ją oddać. Albo wezwę policję.
- Szanowny Panie, policja jest w tym kraju po stronie komorników.
Pan Strągal nie mógł nic zrobić. Rozgoryczony poszedł do kuchni wypić kilka piw. Komornik szybko wypełnił swój wór. I kiedy kierował się do wyjścia, wkroczył Zdzisław – drugi komornik. Zdzisław uważnie przyjrzał się Edwardowi i z zazdrością spenetrował wzrokiem jego wielki wór. Zdzisław posiadał tylko małe woreczki śniadaniowe, lecz mawiał, że wcale nie są takie małe. Pewnie chciał w ten sposób poprawić sobie nastrój. Kiedy Pan Strągal zauważył, iż doszło do konfrontacji komorników, natychmiast zerwał się z kuchni i zawołał:
- Zdzisławie, ja wszystko wytłumaczę. To nie tak jak myślisz.
Zdzisław nie ukrywał złości:
- Toż ja tyle lat byłem Twoim komornikiem! Tyle życia z Ciebie wyssałem! Przychodzę do domu, a tu proszę – jakiś urzędas z mikroworeczkiem.
- Ja sobie wypraszam – bronił się Edward. - Mój worek jest wyjątkowo duży.
- Koniec z nami! - huknął Zdzisław i zniknął za drzwiami.
- Zdzisław, czekaj – Pan Strągal wybiegł za nim. - Ten komornik zupełnie nie jest w moim typie. Tylko Ty się liczysz. I pragnę, abyś był moim komornikiem na stałe. Chcę mieć z Tobą na pieńku. Albo najlepiej na wielu pieńkach. Chcę, abyś mnie nękał dzień i noc. Ty! A nie jakiś tam Edward. Zawsze byłeś, jesteś i będziesz moim najbardziej nielubianym komornikiem.
Czułe słówka jednak nie pobudzały wyobraźni urażonego Zdzisława. Należy pamiętać, iż każdy komornik ma swoją dumę i raz zdradzony nigdy nie zapomina.
Morał z tego taki: dbaj o swojego komornika.
Chciałbym być Szwajcarem. Nie ze względu na ser szwajcarski, ale są dwa główne powody:
1. Mają stabilną gospodarkę.
2. Prezydentem kraju jest kobieta, czyli muszą co nie co wiedzieć o równości płci.
Może jeszcze kiedyś będę Szwajcarem.
wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 42145
Jak wiadomo istnieje zjawisko zwane feminizmem. I wprawdzie feministki to mniejszość, jednak dzięki dotarciu do mediów mogły stać się pozorną większością. Maskulinizm to taki feminizm, ale w odniesie...
więcej...Jak wiadomo istnieje zjawisko zwane feminizmem. I wprawdzie feministki to mniejszość, jednak dzięki dotarciu do mediów mogły stać się pozorną większością. Maskulinizm to taki feminizm, ale w odniesieniu do mężczyzn. Nie jest to ruch powszechnie znany, gdyż mężczyźni nie lubią się "chwalić", że są dyskryminowani (najczęsciej przez samych siebie hahaha). Niniejszy blog przedstawia moje poglądy oraz niektóre kartki z pamiętnika. Życzę przyjemnej lektury.
schowaj...Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: