Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Poważny dylemat

środa, 25 kwietnia 2007 20:13

Miałem już o Niej nie pisać, ale jeszcze tylko słówko. Chyba nie będzie miała mi za złe. Pewnie nawet nie odwiedzi mojego blooga.

Stałem się dla Niej zupełnie obojętny. Po prostu wyrzuciła mnie na śmietnik jak zdechłą rybkę. Raczej jestem zrozpaczony. W pracy też żadnych sukcesów nie odnoszę. Ani jako pisarz też nie. W ogóle nieciekawie to wszystko wygląda. Raczej jestem zrozpaczony, ale może nie jest źle. Trzeba tylko decydować co dalej. Może zaryzykować i wrócić do Koszalina i poprosić Ją, żeby się ze mną spotkała? Może da się ten związek odbudować? Reaktywować Jej uczucia. Z drugiej jednak strony czy rzeczywiście warto? Bo jeśli wrócę do Koszalina, to boję się, że będę miał znacznie mniejsze perspektywy i mniejsze szanse na życiowy sukces. A ona i tak może nie przekonać się do mnie. Wtedy to byłaby zupełna klęska. Chociaż z drugiej strony może mógłbym przynajmniej wrócić na uczelnię. A może nie potrzebna mi kobieta? Może wystarczy kupić sobie psa? Albo rybkę? Ech... Chyba sam w to nie wierzę.

Nie wiem, nie wiem. Tyle możliwości, całe życie przede mną, a ja tak bardzo nie wiem jak jeszcze nigdy przedtem. Co ze mną będzie? Co mam robić? Z jakiegoś romantycznego filmu dowiedziałem się, że należy robić to, co dyktuje serce. To się wsłucham.

komentarze (7) | dodaj komentarz

Jan Kapciuszek

czwartek, 19 kwietnia 2007 6:46

Skończyłem robić kreskówkę. Tak wygląda:

 

Jan Kapciuszek



Na www.wrzuta.pl odtwarza się z błędem. A na youtube jest ok. Na google też. Wykorzystałem jeden pomysł antyfaceta. Ten o posterunku obrony moralności. Ale chyba nie będzie miał mi za złe.

komentarze (2) | dodaj komentarz

"Titanic"

poniedziałek, 16 kwietnia 2007 17:29

Przeważnie oglądam filmy sensacyjne i sf. Bo to takie interesujące, że kogoś zabili albo komuś skopali mordę. Rozrywka w sam raz dla prawdziwego mężczyzny. Produkcje takie jak "Matrix" czy "Desperado" nie są zwykłymi bijatykami. Mają w sobie to coś. Ten niepowtarzalny klimat.

Jednak jednym z moich ulubionych filmów jest... "Titanic". Nie rozumiem ludzi, którzy uważają, że to nuda, że nic się tam nie dzieje. Przecież tam dzieje się więcej niż w większości filmach. Obejrzałem "Titanica" tylko dwa razy. Zasmuca mnie ten film. Nie tylko ze względu na zakończenie. Przybija mnie także zadrość. Miłość jaka rozkwita między głównymi bohaterami jest taka nierealna, bajkowa.

Kiedy po razy n-ty oglądam tę scenę: link to łzy same mi ciekną. Bo gdzież Ona jest? Nie widziałem Jej półtora miesiąca.

I jeszcze ta piosenka:

 

Celine Dion - My heart will go on



Niesamowite, że zaśpiewała to piosenkarka, która w swoim dorobku nie ma chyba żadnego ciekawego utworu.

komentarze (5) | dodaj komentarz

Pan zwyrodniały

niedziela, 15 kwietnia 2007 2:07

   Komornik Edward szykował się na wykroczenia na teren posesji Pana Strągala. Wypastował buty i poprawił krawat. Przekroczył furtkę pewnym krokiem. Przeszedłem ścieżkę ogrodową. Po chwili był już na ganku. Po trzykroć zapukał donośnie kołatką. Otworzył mu sam Pan Strągal. W gaciach. Podał mu kapelusz gościnny, który komornik założył na głowę i zdjął elegancko w geście powitania. Następnie powrócił kapelusz na wieszak.

- To może przejdźmy do formalności – zaproponował Edward.

   Formalności załatwiało się w obszernym jasnym salonie przy kominku. Zazwyczaj panował w nim akuratny ład. Na kominku stały dyplomy, wyróżnienia, na szklanym stole przeważnie leżała świeża, soczysta porcja gazety, a dywan mienił się w słońcu seledynową barwą bez śladu okruszków czy innych śmieci. Dzisiaj było odstępstwo od tej reguły. Wszędzie walały się kończyny ciał ludzkich tudzież torsy albo głowy. Dodatkowo spora część salonu została suto zakropiona krwią (zarówno żylną jak i tętniczą). Krew spływała po ścianach, kapała z sufitu. Trzeba było ostrożnie chodzić, aby nie wdepnąć w jakąś kałużę krwi.

- Przepraszam za bałagan – powiedział Pan Strągal i szybko zrzucił z foteli niewygodne kończyny ludzkie.

- Proszę siadać – wskazał oczyszczony mebel.

   Zanim komornik zdążył usadzić swój bagażnik na fotelu, Pan Strągal jeszcze wytarł chusteczką kropelki krwi. Położył Edward teczkę na stoliku. Otworzył. Wyjął dokumenty. Przeczytał.

- Pięćset złotych zadłużenia. To co zabieramy, rybciu? - zapytał spoglądając na zakłopotanego Pana Strągala znad okularów.

   Na to Pan Strągal popadł w szloch.

- Och, proszę o wyrozumiałość – błagał na kolanach. - Dniami i nocami marzyłem o prawdziwej samotności. Już nawet zaczynałem wierzyć, że prawdziwa samotność zdarza się tylko w filmach. Aż tu nagle dzisiaj opętała mnie jakaś siła zbawienna. Chwyciłem za siekierę i zaciachałem całą rodzinę. Nareszcie czuję prawdziwą samotność. Jestem taki nieszczęśliwy, a Pan psuje mi wszystko. Czy nie może przyjść Pan jutro? Albo najlepiej za tydzień.

- Doskonale Pana rozumiem. Proszę mi wierzyć – komornicy też są ludźmi, zatem nic do ludzkie nie jest im obce. Lecz taką mam pracę, niestety. A muszę wykonywać swoje obowiązki sumiennie.

   Wyjął z teczki worek na śmieci. Rozłożył.

- To co zabieramy?

- Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Widzi Pan tu coś cennego?

- Owszem.

   Włożył do worka trzy ręce i jedną głowę.

- A to futrzaste, to co to jest?

- Pimpuś.

   Ciało Pimpusia też włożył. Zabrał także lampę i jeden z dyplomów.

- Och, jaki Pan bezduszny – lamentował Pan Strągal.

- Życie jest brutalne, jak to mówią.

   Kiedy chwycił Edward za siekierę, Pan Strągal wyraził stanowczy sprzeciw.

- To narzędzie zbrodni – wyjaśnił. - Potrzebuję jej, żeby móc ją ukryć.

- Zatem proszę ją schować do mojego wora.

- Nie, nie, nie. Ja już sobie miejsce pochówku siekiery upatrzyłem. Proszę mi ją oddać. Albo wezwę policję.

- Szanowny Panie, policja jest w tym kraju po stronie komorników.

   Pan Strągal nie mógł nic zrobić. Rozgoryczony poszedł do kuchni wypić kilka piw. Komornik szybko wypełnił swój wór. I kiedy kierował się do wyjścia, wkroczył Zdzisław – drugi komornik. Zdzisław uważnie przyjrzał się Edwardowi i z zazdrością spenetrował wzrokiem jego wielki wór. Zdzisław posiadał tylko małe woreczki śniadaniowe, lecz mawiał, że wcale nie są takie małe. Pewnie chciał w ten sposób poprawić sobie nastrój. Kiedy Pan Strągal zauważył, iż doszło do konfrontacji komorników, natychmiast zerwał się z kuchni i zawołał:

- Zdzisławie, ja wszystko wytłumaczę. To nie tak jak myślisz.

   Zdzisław nie ukrywał złości:

- Toż ja tyle lat byłem Twoim komornikiem! Tyle życia z Ciebie wyssałem! Przychodzę do domu, a tu proszę – jakiś urzędas z mikroworeczkiem.

- Ja sobie wypraszam – bronił się Edward. - Mój worek jest wyjątkowo duży.

- Koniec z nami! - huknął Zdzisław i zniknął za drzwiami.

- Zdzisław, czekaj – Pan Strągal wybiegł za nim. - Ten komornik zupełnie nie jest w moim typie. Tylko Ty się liczysz. I pragnę, abyś był moim komornikiem na stałe. Chcę mieć z Tobą na pieńku. Albo najlepiej na wielu pieńkach. Chcę, abyś mnie nękał dzień i noc. Ty! A nie jakiś tam Edward. Zawsze byłeś, jesteś i będziesz moim najbardziej nielubianym komornikiem.

   Czułe słówka jednak nie pobudzały wyobraźni urażonego Zdzisława. Należy pamiętać, iż każdy komornik ma swoją dumę i raz zdradzony nigdy nie zapomina.

   Morał z tego taki: dbaj o swojego komornika.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Szwajcaria

czwartek, 12 kwietnia 2007 23:11

Chciałbym być Szwajcarem. Nie ze względu na ser szwajcarski, ale są dwa główne powody:

1. Mają stabilną gospodarkę.

2. Prezydentem kraju jest kobieta, czyli muszą co nie co wiedzieć o równości płci.

 

Może jeszcze kiedyś będę Szwajcarem.

komentarze (8) | dodaj komentarz

Papież Polak

poniedziałek, 09 kwietnia 2007 0:04
Jak wiadomo, przyjęło się w Polsce czcić JP2, o czym doskonale wie antyfacet. Myślę, że gdyby JP2 nie był Polakiem, to nie byłby przez Polaków aż tak kochany. Ciekawe jak brzmiałby wierszyk o Mikołaju Koperniku, gdyby go trochę zmodyfikować:

 

Wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię,

francuskie go zrodziło plemię.

 

Rym niby został, ale już jakoś nie za fajnie brzmi.

W Polsce jest 99% katolików i pewnie prawie tyle samo patriotów. Kurcze. I w ten sposób po raz kolejny jestem w mniejszości, bo ani do katolików nie pasuję, ani do patriotów. Dla mnie Jan Paweł II nie jest żadnym autorytetem. Einstein tak, Newton też, ale JP2?

Oczywiście piszę o JP2 nie z racji tego, że niedawno była druga rocznica jego śmierci, o czym nie da się w tym kraju nie wiedzieć, tylko z racji artykułu, który pojawił się w ”Die Welt”, o którym też na pewno wszyscy słyszeli.

 

Nie wiem, czy mam się śmiać z tej satyry, czy z komentarzy Ligi Polskich Rodzin. W satyrze był fajny kawałek o najbardziej zadziwiającym cudzie – Pewien mieszkaniec Bonn miał podłączone swoje stałe łącze internetowe już w dwa tygodnie po przeprowadzce. A modlił się do JP2. Uważam, że to całe szukanie cudów to świetny motyw na satyrę. Jednak LPR widocznie nie chciał pozostawać w tyle i też zapragnął być zabawny. Oczywiście humor Ligi Polskich Rodzin skrywany jest głęboko pod poważnymi minami jej członków.

 

O Jezu... Z komentarzy w Pardon odnośnie artykułu w ”Die Welt” można się posikać ze śmiechu. Większość to oczywiście agresywne wypowiedzi. Niektóre nawet pełne nienawiści. Widocznie nasz wspaniały, cudowny pod każdym względem naród poczuł się urażony. Bo satyra może być ze wszystkiego, ale obowiązuje bezwzględny zakaz robienia sobie żartów z Ojca Świętego.

Oto kilka soczystych kawałków:

 

”powibijaB bym wszystkich niemców ktorzy rzekli choc jedne zle slowo na Ojca Swietego. niemcy sa jak bezdomne psy dla mnie n ie maja znaczenia i zadnej wrtosci ich tupet i zachowanie jest na poziomie takim ze dziecko niedorozwiniete jest bardziej inteligetniejsze!!!!!!”

 

Hahaha... ”bardziej inteligentniejsze”. Dobre, dobre.

 

”Przecież to debile , należało zniszczyć to germańskie plemie po zakończeniu wojny . Będą ryja do góry zawsze podnosić.”

 

Chciałbym do tych ”debili” należeć. Więcej zarabiają, mają ładniejsze domy. I generalnie są bardziej ludzcy. Muszę jednak przyznać, że gdy chodziłem w szpilkach po niemieckim miasteczku, to też były komentarze. Tyle że na szczęście nie rozumiałem ani słowa. Jednego pana spytałem, czy mówi po angielsku, a on że nie, więc raczej nie zdołał mi przekazać swoich myśli. A od mojego wujka dowiedziałem się, że jego sąsiad spytał, czy w Polsce mężczyźni tak się ubierają. Dziwne, że kogoś to dziwi. Ale mniejsza z tym. Oto kolejne komentarze:

 

”Co możma się spodziewac po narodzie Niemieckim w którym 60% jest za aborcją, związkami homoseksualnymi a 70% społeczenstwa jest ateistami zawsze tak było ze człowieka pożądnego obrzuca sie błotem. Polacy nie dajmy sie sprowokować!!!!!! Niech mówią co chcą my i tak wiemy co innego. TAKIEGO GO PAMIĘTAMY”

 

”Wcale się nie zawiodłem na niemiaszkach, po raz kolejny potwierdzili tezę , że jest to najbardziej chamski i prymitywny naród w EUROPIE. Zero szacunku dla chamoty niemieckiej.”

 

Najbardziej chamskim i prymitywnym narodem w Europie to wy, Polacy, jesteście.

 

”Moj kolega mawia: "lubie i murzynow i zydow i chinczykow ale niemcow to bym wymordowal wszystkich!" niedziwie sie mu!”

 

Myślę, że ta niechęć Polaków do Niemców pozostała z Drugiej Wojny Światowej. Raz na pewnym forum ludzie używali języka podobnego do niemieckiego. Gdy weszli tam Polacy, to zaraz zaczęli obrzucać ich wyzwiskami w stylu ”niemieckie świnie”.

 

”Niemcy to zepsuty kraj. Są zadufani i całkowicie bezkrytyczni w stosunku do siebie. Mam nadzieje, ze jest choc w cześci jeszcze w tym narodzie grupa ludzi, którzy się wstydzą za reszte. Jeśli tak by nie było to: Es tut mir leid...”

 

”Es tut mir leid” - Bardzo mi przykro. Tak naprawdę trochę znam niemiecki, ale słabiuteńko.

”Są zadufani i całkowicie bezkrytyczni w stosunku do siebie”. Hmm... Jest w Europie Środkowej taki kraj, któremu dałbym taką etykietkę.

 

”Dziwicie się?
Jakby Wasz ojciec służył w gestapo albo SS, by mordował Polaków i przeprowadzał eksperymenty medyczne na Żydach to też byście mieli takie poczucie humoru...
Wrodzona patologia narodowa i tyle!”

 

Zauważyłem też, że wielu Polaków ma skłonność do oceniania ludzi po ich krewnych bądź osobach zaprzyjaźnionych z nimi. Czegoś takiego dopuścił się nawet jeden z polityków, Pan Lepper, który kogoś tam oczerniał, nie pamiętam kogo, za winy ojca.

 

”SZKOPY TO PIER...........NE SWINIE !!!!!!!! OBRZYDLIWY I CHAMSKI NAROD !!!!!!!”

 

”Szwaby Hitlerowskie nie uszanują niczego!!!! Degeneraci !!!”

 

Podejrzewam, że średnia wieku komentujących wyniosła, w polotach, 70 lat. Albo nie. To bezpodstawne podejrzenie.

Było też trochę pozytywnych komentarzy. Najbardziej podobają mi się te:

 

”Jan Paweł II sam by z tego łacha pociągnął.Miał świetne poczucie humoru a tekst o tequilach jest zajebisty!!!”

 

”Wiara Polaków jest jak papieska kremówka.słodka.od nadmiaru słodyczy aż mdli a w środku pusta”

 

”W Polsce(szczególnie) zrobili sobie z Papieża - Boga. Jak człowiek może być równy Bogu? ”

 

”A dlaczego w ogóle oczekujemy, że wszyscy będą pisali o Wojtyle tak, jak widzi go zaledwie jedno z wyznań?”

 

”A dlaczego nie? ludzie ktorzy nie potrafia smiac sie z siebie i ze swoich przywar narodowych sa ograniczeni i pozbawieni zdrowego rozsadku.
Dla mnie Polaka jakakolwiek "swietosc" jest conajmniej smieszna!”

 

Kilka lat temu myślałem sobie, że jeśli wyjadę za granicę, to nie będę się przyznawał do swojej narodowości, żeby sobie siary nie narobić. Od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Dobrze, że chociaż nie potrzebuję korzystać z pornografii.

komentarze (14) | dodaj komentarz

Kolejny fragment "Detektywa Hansa"

piątek, 06 kwietnia 2007 22:48

Postanowiłem przytuczyć inny fragment powieści, którą ostatnio próbuję stworzyć. O taki:

 

 

  Uszykowano przy stole konferencyjnym dwanaście miejsc. Tutejsze powietrze zawsze mieszało się z dymem papierosowym tworząc szarą mgłę, przez którą z trudem przedzierały się snopy dziennego światła. Samo pomieszczenie było raczej obskurne, ale to bez znaczenia. Ważne co się w nim mówiło, a zapadały tu najważniejsze decyzje. Wszak były to decyzje samej góry – dwunastu wspaniałych. Przedstawicieli najznamienitszej Partii Kosmitów (PK), którą wspierał sam Ojciec Maślak i która w ostatnich wyborach uzyskała pięćdziesiąt procent głosów.

   Właśnie teraz szli gęsiego, ze swoimi teczkami w dłoniach, na kolejną naradę. Tym razem sprawa wyglądała wyjątkowo poważnie, gdyż dotyczyła ich samych. Sprawa dyskryminacji ufoludków. Gdy tylko słyszeli frazę ”dyskryminacja ufoludków”, czułki jeżyły im się na głowach.

   Przewodniczący posiedzenia, Pan Tokio, otworzył drzwi i zapalił światło. Prezesi szybko rozsiedli się wygodnie, powyciągali swoje papiery. Potem do pomieszczenia wparowały ufoludzie sekretarki z filiżankami kawy oraz ciasteczkami.

- Kto ma papierosy? - rozpoczął Pan Tokio.

   Nie odezwał się nikt rozsądny. Jednak gdzieś tam, niemrawo, z dymu tytoniowego wyłoniła się ręka. Należała do Pana Jasioła – bardzo sympatycznego kosmity, który chętnie służył pomocą.

- Ja niestety mam tylko połowę paczki – oznajmił.

- Niedobrze. Ale może damy radę. Proszę kopsnąć jednego.

   Pan Jasioł kopsnął ze szczerą przyjemnością. Tokio pomacał marynarkę, wydobył zapalniczkę i zaciągnął dwa głębsze. Wyglądało na to, że mu ulżyło.

- Zatem zaczynamy. Otóż, jak panowie wiecie, ufoludki są dyskryminowane. Z waszych obiektywnych relacji niezbicie wynika, że nawet wy sami padliście ofiarą poniżającego traktowania ze względu przynależność rasową.

   Wszyscy zgodnie pokiwali głowami.

- Pana Schabowego pobito. Połamano mu trzy ręce i dwie nogi. Z trudem zdołał uciec. Pana Dróbę wytykano palcami i bezczelnie śmiano się z niego. Pana Gajorskiego zwolniony z pracy. Panowie! Musimy opracować ustawy, wprowadzić sprostowania istniejącego prawa, aby ukrócić to niecne postępowanie z ufoludkami.

   Z rogu sali słychać było stukot przycisków komputerowej klawiatury. Każde zdanie wielce szanownych prezesów było skrupulatnie notowane. Sekretarki donosiły nowe porcje kawy, ciasteczek i wynosiły puste opakowanie oraz opróżnione filiżanki. Kosmici pracowali w pocie czoła.

- To było straszne – relacjonował Pan Schabowy. - Przyczepiło się do mnie czterech wyrostków. Ludzi. Zatem mimo, iż posiadam trzy sprawne ręce, nie miałem szans. Zażądali ode mnie gotówki. No to odpowiedziałem, żeby spadali. I wtedy wszystko się zaczęło...

- Zaraz, zaraz – przerwał Pan Jasioła. - Zażądali gotówki? To brzmi jak zwykły napad rabunkowy.

- Pan Jasioła sugeruje, iż był to napad rabunkowy – podsumował Pan Tokio. - Proszę to zaprotokołować – zwrócił się do sekretarki siedzącej przy komputerze.

   Dalej Pan Dróba opowiadał o swojej chorobie. Spędził tydzień w szpitalu psychiatrycznym, gdyż grupka całkowicie zdegenerowanych ludzi zaśmiała mu się prosto w twarz. Wtedy zatracił Pan Dróba sens swojego życia. Myślał nawet o samobójstwie.

- W feralny dzień musiałem iść do pracy o godzinie ósmej – mówił. - Było wyjątkowo zimno.

   Ubrałem puchową kurtkę, rękawiczki i czapkę, którą zrobiła mi na drutach żona. Ich śmiech dopadł mnie na parkingu. Był wyjątkowo szyderczy. Zatykałem uszy, lecz mimo wszystko słyszałem!

- Czy mógłby Pan opisać tę czapkę? - spytał Jasioła.

- Czapka jak czapka. Wydziergana z różnych kolorów wełny. Z pomponem wielkości piłki tenisowej. I takimi śmiesznymi zameczkami.

- Hahahaha! - wybuchnął śmiechem róg sali.

   Notująca sekretarka zawsze odznaczała się niezwykle wielką poprawnością polityczną, lecz tym razem wymsknęło jej się niczym pierdnięcie.

- Przepraszam – powiedziała z rumieńcami, gdy wszyscy spojrzeli w jej stronę.

   Odkąd Pan Gajorski stracił pracę w urzędzie podatkowym, klepał biedę.

- Cztery tysiące złotych musiało mi starczyć na miesiąc – mówił rozgoryczony.

   Na szczęście PK zlitowała się nad nim i go przygarnęła. Teraz jego zarobki są czterokrotnie wyższe.

- Jak to się stało, że stracił Pan posadę? - spytał Tokio.

- Był gorący dzień. A ja jestem nudystą. Przyszedłem więc do pracy na golasa. Tego samego dnia wywalono mnie na zbity pysk! Czyżby w tym kraju panowały aż takie uprzędzenia do zielonoskórych? Po prostu skandal!

   Zapanowała chwila milczenia. Panowie pracowali swymi niezwykłymi umysłami. Tokio wciągnął z pięć razy tytoniowy dym do płuc. Przez jego, zazwyczaj idealnie gładkie, czoło przebiegała zmarszczka kontemplacji.

- Taaaak – rozpoczął w końcu. - Sprawy wyglądają poważnie, ale chyba znaleźliśmy rozwiązanie.

   Koledzy spojrzeli na niego uważnie.

- Jak dziś ustaliliśmy, Pan Schabowy padł ofiarą napaści rabunkowej. Natomiast Pan Dróba posiada w swojej garderobie śmieszną czapeczkę. Przyjęliśmy ustawowo, iż powodem śmiechu była właśnie ta czapeczka. Na koniec wprowadziliśmy sprostowanie klasyfikujące zachowanie Pana Gajorskiego do zachowania niedozwolonego w miejscu pracy bez względu na wiek, płeć, wyznanie, poglądy, czy w końcu rasę. Zatem podsumowując: Rozwiązaliśmy już wszelkie problemy związane z dyskryminacją kosmitów.

   Następnie Pan Tokio odłożył papierosa. Wstał.

- Panowie! Oto nastał wiekopomny moment! Rozwiązaliśmy właśnie nasze problemy i już nikt nie będzie nas poniżał ze względu na rasę. Proponuję uczcić to za pomocą dodatkowej porcji kawy oraz ciasteczek.

   Sekretarki, zobaczywszy tryumfującego Pana Tokio, przyniosły na tacach kawę, ciasteczka, a także pliki banknotów stuzłotowych. Pan Jasioła wziął jeden z takich plików, poobmacywał, powąchał.

- Jeszcze świeże – stwierdził.

- Bo prosto od podatników – oznajmił Tokio. - Panowie! Radujmy się!

   Wszyscy prezesi wstali od stołu i zaczęli tańczyć. Sekretarka notująca nie miała już o czym pisać, więc zapuściła jakąś skoczną muzyczkę i przyłączyła się do biesiady. Takie oto pozytywne nastroje ufoludków panowały przez najbliższe trzy lata. Do kolejnych wyborów.

komentarze (3) | dodaj komentarz

Tematy okołospódnicowe

piątek, 06 kwietnia 2007 1:40
Wczoraj grzebałem trochę w Partii Kobiet. Znaczy przeczytałem pobieżnie główne idee programowe PK i udzielałem się na ich forum internetowym. Raczej krytykowałem. One chcą, żeby na publiczne stanowiska kierownicze obsadzano 50% kobiet i 50% mężczyzn i chcą to osiągnąć parytetami. To pogwałcenie zasad demokracji. Nie życzą też sobie, żeby w reklamach czy serialach pokazywać stereotyp kobiecości. To wbrew wolności słowa.

Ta partia ma zdumiewająco wysokie poparcie. Dziwna sprawa. Czyżby ludziom znudziła się Samoobrona, LPR, PiS i tym podobne? Może już nie mają na co głosować. Ja bym wybrał PO albo PiS.

Z polityków najbardziej podoba mi się Andrzej Lepper. Nie znam się w ogóle na polityce, ale przeciętny poseł taki trochę nudny jest. Np. Jarosław albo Lech – gdyby nie ich wpadki, to można by zasnąć, gdy się ich słucha. Podobnie z Giertychem. A Lepper tak ciekawie opowiada. Taka barwna z niego postać.

 

Na koniec przytoczę wypowiedź jednej z użytkowniczek forum PK:

 

”Hej Maciek! Ja ci teraz rzeczywiście musze przyznać rację. Ty byłeś bardziej dyskryminowany niż np. ja przez tzw. "porządnych, normalnych ludzi".
Tak to już jest w społeczeństwach patriarchalnych - obie płcie muszą się dostosować do sztywnych standardów "kobiecości" i "męskości". Z tym że kobiety w patriarchacie się nie liczą. Są "słabą płcią", więc traktuje się je z przymrużeniem oka, klepie po pupie, gorzej płaci, ale są generalnie lekceważone przez męską część populacji. Natomiast mężczyzna nie ma tego "płaszczyka ochronnego" lekceważenia. Jeżeli nie wpasuje się w normę to jest zagrożeniem dla "męskiej tożsamości" pozostałych i będzie bezlitośnie tępiony, bo mężczyznę należy wychowywać twardo, "po męsku". Kobieta ma w patriarchacie prawo do słabości, mężczyzna nie.”

 

Co prawda jeszcze nikt mi nie udowodnił, że kobietom, gorzej się płaci, ale ogólnie właśnie tak to widzę.

 

W archiwum Gazety Wyborczej znalazłem taki jeden artykuł zatytułowany ”Bądź kobietą – noś spódnicę”. Wiadomo – taka akcja istnieje, która szczególnie jest widoczna w Dzień Spódnicy. Było tam napisane, że dziennikarze ”Faktu” sobie pożyczyli spódnice żon i pochodzili w nich po Warszawie. Ale nieważne. To tylko taka dygresja była. Pojawiło się na forum trochę komentarzy. Może przytoczę je w wersji przeze mnie zredagowanej:

 

Zwykły facet (ja też chcę chodzić w spódnicy):

”Jestem facetem. Jestem transwestytą. Jestem heteroseksualny, mam normalną
rodzinę, cudowną Żonę i dzieci.
Żona mnie bardzo często ubiera w spódnice, ja sam również. Wiem że to jest
wspaniały ubiór, lekki, zwiewny, absolutnie wygodny. Cieszę się, że widok faceta
w spódnicy przestaje dziwić. Chcę spokojnie chodzić tak po ulicy i nie być
ofiarą ludzi nietolerancyjnych.
Szanowne Czytelniczki i Czytelnicy, jaki macie stosunek do absolutnie normalnego
faceta, który prowadzi swoje jak najbardziej normalne życie w spódniczce,
rajstopach i szpilkach?
Zaznaczam że nie robię nic złego, po prostu żyję, pracuję, uczciwie płacę
podatki, kocham moją Żonę, dzieci, buduję szczęśliwą Rodzinę.
Po moim Poznaniu chcę chodzić w spódniczce, rajstopach i szpilkach, po prostu
chcę, uwielbiam to.

Od razu zaznaczam że nie jestem gejem, noszę spódnice i sukienki, rajstopy,
szpilki bo lubię to robić. Co jest bardzo ważne dla mnie moja Żona też to
uwielbia, a że na razie jest to strój ewidentnie przeznaczony dla kobiet toteż
jestem klasyfikowany jako transwestyta, nie oznacza to że chcę być kobietą. Po
prostu lubię te ubrania, bardzo chcę żeby były traktowane również jako męskie,
ale na moich zachciankach się na razie kończy, a szkoda, naprawdę tego żałuję.”

Kobiecy:

”Choć jestem chłopakiem uwielbiam nosić spódniczki, sukienki i inne damskie
ciuszki. Moim zdaniem jeśli ktoś ma ładne nogi i figurę to bez względu czy jest
dziewczyną czy chłopakiem powinien mieć wybór i możliwość ubierania się tak jak
chcę. Ja lubię przebierać się za dziewczynę i namawiam innych chłopaków aby
spróbowali.”

Ania:

”Popieram, niech chłopcy również mają wybór i mogą ubierać się w spódniczki i
sukieneczki. Pozdrawiam.”

Też facet:

”Jestem za!”

Xyz:

”Popieram i nie widzę w tym nic złego. Historycznie spódnica/sukienka była
elementem stroju zarówno damskiego, jak i męskiego. Dziś tradycja męskich
kiecek przetrwała w Szkocji, w Azji gdzieniegdzie (sarong), no, u nas jeszcze w
postaci sutanny ;)
Ale na Zachodzie są kluby "męskich spódnic" - to trochę coś innego, niż
transwestyci, bo oni nie przebierają się za kobiety, tylko noszą spódnice jako
element stroju MĘSKIEGO.
Inna sprawa to przebieranie się mężczyzn w stroje KOBIECE: nie tylko
spódnica/sukienka, ale też np. szpilki, makijaż, sztuczne biusty... Mnie to nie
przeszkadza, bywa nawet zabawne, zwłaszcza jak kolo jest zgrabny... to
przyjemnie popatrzeć, tak samo jak na ładną laseczkę.
Nie jestem gejem - transwestyci mnie nie podniecają - ale np. z przyjemnością
obejrzałem kiedyś w telewizji relację z jakiegoś konkursu piękności dla trans.
Ci chłopcy, szczupli, świetnie umalowani, w ekstra ciuchach, poruszający się z
dużym wdziękiem - byli po prostu "estetyczni" :)”

Xyz (bądź facetem – noś spódnicę):

”Hę, to nawet nieźle brzmi ;) Trzeba chyba kiedyś spróbować :))))”

ebach81:

”No cóż, pomyślmy jak to mogło się stać, że kobiety zdominowały spódnicowy
świat. Może po prostu z zazdrości, może po prostu faceci mają zbyt zgrabne nogi,
często znacznie mniejsze problemy z żylakami. A tak na poważnie, co roku, latem
mój chłopak mi zazdrości, że mogę sobie założyć krótką zwiewną spódniczkę, a n
musi chodzić w długich spodniach. Faktem jest, że w wiele miejsc nie wypada
facetowi zakładać krótkich spodenek, np do pracy, na egzamin na studiach itp. A
my tego problemu nie mamy - Jestem za spódniczkami dla facetów.”

Ździho (panowie też chcą nosić spódnice):

”Wszystko co rzadkie jest nienormalne, dopóki się nie upowszechni i opatrzy.
Tak jak np. panie w spodniach!
Ale panowie w kiltach reklamujący szkoły angielskiego w W-wie robią dobrą
robotę. :-)
Panowie, nie wstydźmy się! Zmieniajmy nastawienie społeczeństwa! Bierzmy
przykład z pierwszych kobietach w spodniach! Spódnice są też i dla nas!”

Paweł:

”Ja też się zgadzam,skoro kobiety noszą spodnie to faceci mogą nosić spódnice!
Jestem za tym.”

Marek:

”Lubię ubierać się w kiecki, pończoszki i szpilki,jestem hetero, ale mam żonę która tego nie chce zrozumieć i na razie mam mały problem z tego powodu.”

Szkot (to jest dyskryminacja, dlaczego tylko kobiety?):

”A my Szkoci nie możemy nosić?”

 

Oczywiście internetowi mężczyźni mają to do siebie, że dużo piszą, a mało robią.

Wczoraj nosiłem spódnicę. Czarną, skórzaną do grubych czarnych rajstop i białych adidasów. Dobra temperatura. Nie marznie... krocze.

komentarze (9) | dodaj komentarz

Moja (była?) dziewczyna

wtorek, 03 kwietnia 2007 21:21

Próbowałem poklikać z Nią na czacie, ale jeszcze się nie udało. Ma tam jakieś swoje zajęcia i raczej nie może czatować akurat wtedy, gdy jestem. Napisała do mnie emaila:

 

"Witaj, chce bys usunal moj nr tel.,to Ci pozwoli zapomniec.Nie smuc sie,takie zycie.Wiesz, ze ja juz predzej chcialam zerwac,ale ta moja litosciwosc. (...) Nie jestesmy ludzmi dla siebie,ja mam wielkie aspiracje i na razie w moim zyciu nie ma miejsca na faceta. Na koniec dodam tylko,ze bylo mi fajnie wiedzac ,ze mam Ciebie i gdy bylam z Toba,ale teraz tez nie jest zle.Jestem taka szczypte oziebla;)Pozdrawiam"



Czyli jednak mi zależy bardziej. Nie mogę usunąć Jej numeru telefonu :-(. Tzn. nie chodzi o to, że nie umiem, bo to kwestia naciśnięcia kilku guzików, ale moja ręka nie chce podjąć takiego działania.

Czułem się beznadziejnie. Oglądałem Koszalin, miasto z którego pochodzę, przez kamerę internetową umieszczoną na dachu Politechniki Koszalińskiej. Przed chwilą zadzwoniłem do Niej, mimo że miałem tego nie robić. Powiedziała, iż wkrótce będzie miała możliwość wejścia na czata. Po tych słowach w mig odnalazłem sens mojej pracy i w ogóle wszystkiego.

Wygląda na to, że jestem zniewolony. Teraz jednak zadaję sobie pytanie, czy naprawdę muszę mieć kogoś, żeby móc normalnie funkcjonować? Chyba MUSZĘ. Bo gdy tylko pomyślę, że już NAPRAWDĘ, nigdy z Nią nie porozmawiam, to znów wraca ten przykry stan, w którym nie mogę nic zrobić.

komentarze (14) | dodaj komentarz

fdjfdjtgyiaztruhyswy5uqyq5

wtorek, 03 kwietnia 2007 1:15

Czzzzzzeeeeeeeeeeeeeeeeeeee! Tu znowu ja - najwspanialszy człowiek na świecie. I skromny jak cholera. Postanowiłem, tego pięknego słonecznego dnia, zerwać z Nią. Tak. ZERWAĆ! Wszelki kontakt. Raz na zawsze. I zapomnieć. Widuję się z Nią tak rzadko, że aż żal dupę ściska. Kiedy jest okazja, to Ona nie może albo szuka wymówek. Napisałem w SMSie ”zrywam”. Potem chciałem ”posprzątać” trochę w pokoju. Żeby nic mi o Niej nie przypominało. Usunąłem misia i Jej dzieło. Zdjęcia z portfela, po długiej szamotaninie, ostatecznie wylądowały za łóżkiem. Z odczepieniem diody od komórki miałem problem. To sobie trochę pokrzyczałem i powaliłem w meble, żeby mi ulżyło. Coś bym rozpierdolił, ale kawalerka nie moja, więc nie można. Nieważne. I tak trochę ulżyło. Resztę dnia słuchałem następujących utworów:

Rammstein - Main teil
System of a down - Fuck the system
Metallica - St. Anger
System of a down - B.Y.O.B.
Marylin Manson - This is the new shit

 

Wszystkich na gg (gg – gówno gówno) zablokowałem. Właściwie to nie wiem po co mi to gówno. Muszę ograniczyć rozmowy z innymi ludźmi do minimum. Dzięki temu zaoszczędzę czas i nie zgłupieję do cna. Muszę się w końcu nauczyć, że ludzie to na ogół moi wrogowie. Ich głównym życiowym celem jest dopierdalanie innymi, jak to zwykle w katolickich krajach bywa. RZEEEEEEŹŹŹ. ŁAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! Niedługo będzie jak w filmie ”Wzgórza mają oczy”. Wychodzisz na ulicę, a tam rżną się kilofami. Ja pierdziele. Ale byłoby cudne widowisko. Ale wolałbym nie angażować się w nie. Tylko kupiłbym sobie chrupki i oglądał. Ja też powinienem dopierdalać za to, że ktoś ma odmienne poglądy, lecz posiadam za mało pokemonów. Mogę sobie tylko pisać.

 

Znowu jestem singlem. Poradzę sobie z tym, gdyż mogę rozmawiać ze ścianami lub srać na bloogu. Tzn. mam nadzieję, że sobie poradzę. Zresztą samobójstwa nie popełnię, bo na to też jestem za słaby. Jeśli chodzi o zaspokajanie potrzeb seksualnych, to mam obie ręce sprawne, więc mogę sobie bezproblemowo grzebać gdzie potrzeba. Do tego naprawdę nie jest konieczny drugi człowiek. Rzekłbym nawet, że drugi człowiek to luksus, rozpusta.

 

Aha... Kiedy przetrząsałem szafki w poszukiwaniu instrukcji, żeby otworzyć wreszcie tę komórkę, natknąłem się na jakieś kartki. Okazało się, że to fragmenty pamiętnika obcej mi osoby. Dużo tego nie było. Przytaczać tu tego nie będę, bo raczej nuda. Po prostu kolejna dziewczyna, która pisze tylko o facetach i imprezach. Zasnąć można. I jeszcze dziwi się, że żaden mężczyzna jej nie chce.

 

Teraz już się dobrze czuję, czyli normalnie, czyli jak kapeć.

 

Powoli szykuję się do etapu trzeciego,

czyli siedzenia i pierdzenia szlachetnego.

Pierdzieć jest rzeczą ludzką,

przepraszać - boską.

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 20 marca 2010

Licznik odwiedzin: 43623

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O moim bloogu

Jak wiadomo istnieje zjawisko zwane feminizmem. I wprawdzie feministki to mniejszość, jednak dzięki dotarciu do mediów mogły stać się pozorną większością. Maskulinizm to taki feminizm, ale w odniesie...

więcej...

Jak wiadomo istnieje zjawisko zwane feminizmem. I wprawdzie feministki to mniejszość, jednak dzięki dotarciu do mediów mogły stać się pozorną większością. Maskulinizm to taki feminizm, ale w odniesieniu do mężczyzn. Nie jest to ruch powszechnie znany, gdyż mężczyźni nie lubią się "chwalić", że są dyskryminowani (najczęsciej przez samych siebie hahaha). Niniejszy blog przedstawia moje poglądy oraz niektóre kartki z pamiętnika. Życzę przyjemnej lektury.

schowaj...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 12.10.2009 12:36:11
  • autor: Natalia
  • treść: Witam blogowiczkę ;)...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: